Jest niedziela 11 sierpnia br., godzina 9:00, dzieciaki skaczą zniecierpliwione. Niedziela to jedyny dzień w tygodniu, w którym wstaję bez budzika… tzn. bez budzika w telefonie komórkowym tylko z budzikiem naturalnym w postaci dzieci. Na szczęście ten naturalny budzik aktywuje się około 8:00 rano, a nie 5:00 czy 6:00, jak budzik w komórce. CZYTAJ WIĘCEJ!

A więc dzieciaki skaczą… to znak, że trzeba przygotować śniadanie. Niedzielne poranki są do siebie podobne… w skrócie: mycie, ubieranie, śniadanie i jedziemy na mszę świętą. Dziś – jak zresztą często, a nawet coraz częściej – jedziemy na Jamną. Dzieciaki w pełni szczęścia. Po mszy standardowe pytanie „Tato idziemy zobaczy koniki?”. „Nie” pada odpowiedź jakże inna niż zwykle. „Dzisiaj koniki będziemy oglądać w Paryi”. W główkach dzieci chwilowy zamęt… ale dosyć szybko myśli wpadają na właściwe tory. Paryja… przypominają sobie zeszłoroczny pobyt w tym tak trudnym do wymówienia w wieku 4 lat miejscu. Przed oczami ukazują się nie tylko koniki ale i pyszne, lokalne smakołyki, leżakowanie na wozie wypełnionym słomą, miarowy stukot cepów, przebieranie pszenicznych ziaren, leśny spacer, przysiadywanie na przyzbie i ukradkowe podjadanie kiszonych ogórków. Tak żniwa w Paryi pamiętają dzieci… ciekawe jak będzie w tym roku. Nostalgiczny uśmiech maluje się też na twarzy mojej ukochanej. Chociaż co roku dla niej żniwa w Paryi wiążą się z kilkugodzinnym tłumaczeniem wiklinowych splotów. Jednak jest to inne tłumaczenie niż podczas warsztatów wikliniarskich w innych miejscach. I chociaż pewnie wolałaby tłumaczyć zawiłości koronkowych niteczek to jednak z radością wiezie swoją drewnianą balię, wiaderko, sekatory i kilka snopków wikliny.

A co ja pamiętam… pamiętam, że jak pierwszy raz w głębokich jesiennych ciemnościach zawitałem do Paryi to wiedziałem, że jeszcze nie raz tu wrócę. Pamiętam, że po pierwszych moich żniwach w Paryi (2011) byłem pozytywnie zadziwiony i musiałem w swojej głowie przedefiniować słowa takie jak festyn czy piknik, a po kolejnych żniwach (2012) impreza ta stała się dla mnie niedoścignionym wzorem. Jak to dobrze, że pomiędzy licznymi w wakacyjnym sezonie dniami miejscowości X, strażackimi biesiadami, świętami chleba, kartofli, śliwek, fasoli i przeróżnych innych bohaterów jest Paryja ze swoją propozycją żniw.

Przypadkowy turysta mający za sobą doświadczenie wspomnianych masowych imprez może w pierwszym momencie doznać w Paryi lekkiego szoku. Dlaczego? Bo oto okazuje się, że lokalne to naprawdę może być lokalne a nie np. chińskie, rękodzieło to naprawdę rękodzieło, a nie plastikowe zabawki czy masowo produkowane gliniane ptaszki, że regionalne przysmaki to naprawdę regionalne przysmaki, a nie kiełbaska z grilla przepijana piwem w kubeczku ze sztucznego tworzywa. Ale do rzeczy…. około 14:00 dojeżdżamy na miejsce.

Jest niedziela 11 sierpnia br. Dzieciaki w pełni szczęścia… Już na początku pozytywne zaskoczenie, przy skręcie na drogę gruntową grupa miejscowych maluchów precyzyjnie wskazuje nam drogę na parking usytuowany na łące w sporej odległości od miejsca, gdzie odbywa się impreza. Ponieważ wieziemy wiklinę, balię, wiaderko i sektory możemy dojechać do placu… ale zaraz po wypakowaniu rodziny i sprzętu posłusznie parkuję samochód w wyznaczonym miejscu – tak aby swoim widokiem nie psuł wiejsko-sielankowego nastroju. Ukochana rozkłada się z warsztatami wyplatania koszy i dosyć szybko zostaje wciągnięta przez jedną ze swoich pasji. Ja z dziećmi dokonujemy natomiast szybkiego oglądu zastanej rzeczywistości. Wszystko jest na swoimi miejscu. Stoisko z ziołami i papryczką (na samą myśl o papryczce podniebienie rozpływa się we wspomnieniach kulinarnych rozkoszy z jej udziałem) – od razu rezerwuje kilka krzaczków. Zielarka opowiadająca o właściwościach ziół – tu potwierdzam swoje wątpliwości co do trującej natury wrotyczu. Stoisko, na którym odbywają się warsztaty wyplatania ze słomy – staram się zaprosić Panią Słomkarkę do siebie i wstępnie umawiamy się na zimowe warsztaty. Stoisko z lokalnymi przysmakami – chleb ze smalcem można wyczuć już z parkingu (a może to sama myśl powoduje, że wyczuwamy zapach). Jest i rzeźbiarz oraz bednarz – można kupić, pooglądać, porozmawiać. rzecz jasna pomiędzy tym wszystkim jest Mietek. Mietek po prostu jest. Bez Mietka Paryja nie byłaby Paryją. Egzystencja Mietka zrosła się z egzystencją Paryi i ta jego egzystencja przenika wszystko. Są też dziewczyny, piękne i w 100% żniwne. No i jest Piotr biega z mikrofonem, coś tam mówi, pokazuje… ale w zasadzie mógłby siąść na przyzbie razem z moimi dzieciakami i pogryzając ogórka po prostu być na tej przyzbie. Bo w Paryi czas stoi w miejscu. Podczas żniw wszystko zastyga a jednocześnie się dzieje. Czas i przestrzeń zacierają swoje granice przenikając się nawzajem. Po szybkich oględzinach dzieciaki zajadają się ciasteczkami a ja w zaciszu chałupy wdycham zapach świeżo zaparzonej kawy. Jest niedziela 11 sierpnia br. Dzieciaki szczęśliwe. Ukochana zaplątana w wiklinie. Ja wdycham żniwa w Paryi, staram się je poczuć wszystkimi zmysłami. Poczuć i choć trochę zachomikować gdzieś na dnie tak coby wystarczyło do przyszłego roku.

A impreza nadal trwa… młócenie cepami, stawianie snopków, występy grup śpiewaczych. Co jakiś czas Piotr podsuwa komuś mikrofon… można posłuchać o dawnych zwyczajach, o ziołach, o tym co chociaż zapomniane wciąż jeszcze żyje. Mietek napisał książkę. Można tę książkę zdobyć wraz jego autografem. Dziewczyny roznoszą kwaśne mleko. Na placu przed chałupą coraz więcej osób. Pierwsze pary ruszają w tany do ludowych rytmów. Gdzieś tam słychać rżenie koni. Stoisko z papryczkami pustoszeje – dobrze, że wcześniej zarezerwowałem kilka krzaczków. Powoli docierają do mnie sygnały z rzeczywistego świata. Trzeba wracać. Szkoda, że nie ma takiej starej szafy na strychu naszego domu. Szafy, którą moglibyśmy przechodzić do Paryi. Jak dobrze, że istnieją takie miejsca, takie wydarzenia, tacy ludzie, szkoda tylko, że nie ma takich szaf… chyba zacznę szukać. Jest niedziela 11 sierpnia br. Wracamy. Księżyc przygląda się ciekawsko resztką wikliny wystającym z bagażnika i śpiącym dzieciakom. Ukochana zmęczona ale szczęśliwa. Ja staram się patrzeć na drogę… choć myślami wciąż jestem w Paryi.

Czas. Dużo czasu. Kończy się sierpień, próbuję pisać o specyfice żniw w Paryi…. i pojawia się lęk. Może lepiej nie. Bo jeszcze ktoś się zainteresuje, zachęci znajomych i w przyszłym roku nie znajdę miejsca na łące, aby zaparkować swój samochód, a ukochana nie będzie w stanie rozdzielić wierzbowe witki na wszystkich chętnych do wyplatania. Może lepiej zamilczeć bo jeszcze pojawi się więcej ludzi z mediów, aby uchwycić fenomen żniw. Bo przecież w sezonie odbywa się tak wiele imprez tego typu… i zawsze jest podobnie, grill, piwo, dmuchana zjeżdżalnia dla dzieci, grill, łubudu z głośników, piwo… więc media mogą zacząć węszyć wokół Paryi. Więc może lepiej zamilczeć?

dr Łukasz Hajduk – Instytut Pedagogiki Uniwersytetu Jagiellońskiego

Zainteresowania naukowe:
- animacja społeczno-kulturowa
- społeczeństwo obywatelskie
- edukacja w rozwoju regionalnym środowisk wiejskich
- ruchy młodzieżowe (w szczególności harcerstwo jako metoda wychowawcza)
- działalność III sektora (w szczególności fundraising i ekonomia społeczna)
- zabawa, turystyka, czas wolny

Wybrane publikacje:
- Liderzy społeczni – sprawozdanie z badań na terenie Związku Gmin Jeziora Rożnowskiego. W: Aktywizacja kulturalno-oświatowa i społeczno-gospodarcza środowisk lokalnych, /red. J. Bomba, J. Hampel/, Siedlce 2010
- Działania edukacyjne na terenach wiejskich w świetle badań Związku Gmin Jeziora Rożnowskiego. W: Dyskursy Młodych Andragogów nr 11, Uniwersytet Zielonogórski, Zielona Góra 2010
- Edukacyjne uwarunkowania rozwoju regionalnego. W: Edukacja dorosłych jako czynnik rozwoju społecznego. /red. T. Aleksander/, Wyd. Instytut Technologii Eksploatacji, Radom 2010
- Sieciowe biuletyny informacyjne a rozwój środowisk wiejskich. W: Dyskursy Młodych Andragogów nr 10, Uniwersytet Zielonogórski, Zielona Góra 2009
- ZHR nad Jeziorem Rożnowskim; Krakowski Rocznik Historii Harcerstwa. Tom IV, Zarząd Okręgu Małopolskiego ZHR, Kraków 2008
- Metodyka harcerska w wychowaniu, Horyzonty Wychowania 6/2007 (11), Wyższa Szkoła Filozoficzno-Pedagogiczna IGNATIANUM, Kraków 2007
- Harcerska działalność Bohdana Skoniecznego na terenie Rożnowa. Krakowski Rocznik Historii Harcerstwa, Tom 2, Zarząd Okręgu Małopolskiego ZHR, Kraków 2006

Skomentuj